Friday, July 03, 2009
Tuesday, June 16, 2009
PKO BP prowadzi ponad 410 tysięcy kont oszczędnościowych, na których klienci zdeponowali ponad 6 mld zł - poinformował bank w poniedziałkowym komunikacie prasowym.
W połowie marca bank informował, że ma ponad 250 tysięcy takich kont, na których zgromadzono ponad 2,4 mld zł.
PKO BP oferuje konta oszczędnościowe od połowy października 2008 r.
Bank podał w poniedziałek, że rozszerzył ofertę o walutowe konta oszczędnościowe (w CHF, USD i euro) umożliwiające spłatę rat kredytów mieszkaniowych bezpośrednio w walucie.
źródło:Onet.pl,PAP
W połowie marca bank informował, że ma ponad 250 tysięcy takich kont, na których zgromadzono ponad 2,4 mld zł.
PKO BP oferuje konta oszczędnościowe od połowy października 2008 r.
Bank podał w poniedziałek, że rozszerzył ofertę o walutowe konta oszczędnościowe (w CHF, USD i euro) umożliwiające spłatę rat kredytów mieszkaniowych bezpośrednio w walucie.
źródło:Onet.pl,PAP
W październiku Narodowy Bank Polski wyemituje monetę poświęconą księdzu Jerzemu Popiełuszce o nominalne 37 zł. To tyle, ile lat miał w chwili tragicznej śmierci kapelan "Solidarności". Będzie to pierwsza polska moneta o tak nietypowym nominale.
"Chcieliśmy z jednej strony dać ciekawy okaz dla kolekcjonerów, z drugiej strony przypomnieć o tym, jak młodo zginął ks. Jerzy Popiełuszko" - powiedział w poniedziałek w Katowicach prezes NBP, Sławomir Skrzypek.
Jak powiedział, monety o nietypowych nominałach były już wydawane w niektórych krajach UE, np. w Hiszpanii. Emitując nominał 37 zł NBP nie chciał jednak wzorować się na tych państwach, ale przede wszystkim znaleźć godny sposób upamiętnienia przypadającej w tym roku 25. rocznicy śmierci księdza.
"W Polsce będzie to pierwszy przypadek takiego bardzo nietypowego nominału" - powiedział prezes NBP. Przypomniał, że dotąd najbardziej nietypowa była moneta o nominale 25 zł, upamiętniająca "Solidarność", która jednak - jako połowa z 50 - bardziej niż 37 mieściła się w przyjętych kanonach numizmatycznych.
W poniedziałek w Katowicach Skrzypek wręczył osobom zasłużonym dla demokratycznych przemian w Polsce monety upamiętniające przełom ustrojowy roku 1989 - Okrągły stół, wybory 4 czerwca oraz powołanie rządu Tadeusza Mazowieckiego. Monety otrzymali m.in. byli i obecni działacze "Solidarności" oraz posłowie OKP.
Pieniądz o nietypowym nominale 37 zł ma być jedną z kilku kolekcjonerskich monet, poświęconych ks. Jerzemu Popiełuszce. Niewielka, złota moneta ma przedstawiać tłum ludzi z uniesionymi krzyżami.
źródło:Onet.pl,PAP
"Chcieliśmy z jednej strony dać ciekawy okaz dla kolekcjonerów, z drugiej strony przypomnieć o tym, jak młodo zginął ks. Jerzy Popiełuszko" - powiedział w poniedziałek w Katowicach prezes NBP, Sławomir Skrzypek.
Jak powiedział, monety o nietypowych nominałach były już wydawane w niektórych krajach UE, np. w Hiszpanii. Emitując nominał 37 zł NBP nie chciał jednak wzorować się na tych państwach, ale przede wszystkim znaleźć godny sposób upamiętnienia przypadającej w tym roku 25. rocznicy śmierci księdza.
"W Polsce będzie to pierwszy przypadek takiego bardzo nietypowego nominału" - powiedział prezes NBP. Przypomniał, że dotąd najbardziej nietypowa była moneta o nominale 25 zł, upamiętniająca "Solidarność", która jednak - jako połowa z 50 - bardziej niż 37 mieściła się w przyjętych kanonach numizmatycznych.
W poniedziałek w Katowicach Skrzypek wręczył osobom zasłużonym dla demokratycznych przemian w Polsce monety upamiętniające przełom ustrojowy roku 1989 - Okrągły stół, wybory 4 czerwca oraz powołanie rządu Tadeusza Mazowieckiego. Monety otrzymali m.in. byli i obecni działacze "Solidarności" oraz posłowie OKP.
Pieniądz o nietypowym nominale 37 zł ma być jedną z kilku kolekcjonerskich monet, poświęconych ks. Jerzemu Popiełuszce. Niewielka, złota moneta ma przedstawiać tłum ludzi z uniesionymi krzyżami.
źródło:Onet.pl,PAP
Thursday, May 21, 2009
Ministerstwo Skarbu Państwa zdecyduje o dywidendzie z zysku netto za 2008 rok i o ewentualnej emisji akcji PKO BP po przedstawieniu sprawozdania i planów rozwoju przez zarząd banku - poinformowała w Sejmie wiceminister skarbu Joanna Schmid.
"Decyzja co do dywidendy z zysku PKO BP nie została jeszcze podjęta przez ministra Skarbu Państwa. Czekamy na sprawozdanie zarządu i rady nadzorczej za 2008 rok oraz na propozycję zarządu co do podziału zysku i wtedy minister podejmie stosowną decyzję" - powiedziała wiceminister Schmid na plenarnym posiedzeniu Sejmu.
Dzień wcześniej wiceminister skarbu Zdzisław Gawlik poinformował, że wypłata dywidendy przez PKO BP z zysku za 2008 rok jest przesądzona, nie jest znana jedynie jej wielkość. Zaznaczył, że dywidenda zostanie pobrana w takiej wysokości, by nie naruszyć interesów spółki.
Wiceminister skarbu poinformowała również w czwartek w Sejmie, że resort czeka na projekty zarządu co do planów podwyższenia kapitału przez PKO BP.
"Oczekuję przedstawienia przez zarząd konkretnego planu, programu rozwoju i na tej podstawie będą podejmowane decyzje. Został już wybrany przez bank doradca, to byłaby emisja skierowana do Skarbu Państwa, jak i do inwestorów prywatnych, ale tak, by Skarb Państwa zachował pakiet kontrolny" - powiedziała Schmid.
źródło:PAP,Onet.pl
"Decyzja co do dywidendy z zysku PKO BP nie została jeszcze podjęta przez ministra Skarbu Państwa. Czekamy na sprawozdanie zarządu i rady nadzorczej za 2008 rok oraz na propozycję zarządu co do podziału zysku i wtedy minister podejmie stosowną decyzję" - powiedziała wiceminister Schmid na plenarnym posiedzeniu Sejmu.
Dzień wcześniej wiceminister skarbu Zdzisław Gawlik poinformował, że wypłata dywidendy przez PKO BP z zysku za 2008 rok jest przesądzona, nie jest znana jedynie jej wielkość. Zaznaczył, że dywidenda zostanie pobrana w takiej wysokości, by nie naruszyć interesów spółki.
Wiceminister skarbu poinformowała również w czwartek w Sejmie, że resort czeka na projekty zarządu co do planów podwyższenia kapitału przez PKO BP.
"Oczekuję przedstawienia przez zarząd konkretnego planu, programu rozwoju i na tej podstawie będą podejmowane decyzje. Został już wybrany przez bank doradca, to byłaby emisja skierowana do Skarbu Państwa, jak i do inwestorów prywatnych, ale tak, by Skarb Państwa zachował pakiet kontrolny" - powiedziała Schmid.
źródło:PAP,Onet.pl
Alior Bank nie pozwala o sobie zapomnieć. Podczas gdy konkurencja po raz kolejny już raz wprowadza zmiany do tabeli opłat i prowizji, bank nie szczędzi pieniędzy na promocję. Media są cały czas pełne Aliorowych reklam. Teraz przyszedł czas na internet. Czy najnowszy pomysł powtórzy sukces sprzed kilku miesięcy? Wówczas w konkursie zarejestrowało się 93 tysiące internautów. Ponad 23 tysiące z nich założyło sobie potem w banku rachunek. To obecnie co czwarty klient!
Prawa ekonomii są twarde. Widać to na przykładzie mBanku, gdzie trwa rozmontowywanie starej legendy. Kolejne opłaty i prowizji psują „fundamenty” oferty. Najwidoczniej nowe władze doszły do wniosku, że czas inwestowania się skończył, nadszedł czas żniw. Jesteśmy niezmiernie ciekawi w jakim to kierunku ostatecznie pójdzie. Nie należy się łudzić. W przypadku Alior Banku taki moment też kiedyś nadejdzie. Przez ten czas należy jednak korzystać z jednej z ciekawszych ofert na rynku.
Sam bank sięga po sposób, który się już sprawdził. Nie tylko w jego przypadku. Różnego rodzaju konkursy to chleb powszechny banków otwartych na internet. Tylko od inwencji i przeznaczonych środków zależał rozmach prowadzonych działań. Tak się składa, że w tym momencie większość banków poobcinała maksymalnie budżety reklamowe lub są one tak płynne, że raczej nikt nie ryzykuje stworzenia większego projektu reklamowego. Jeśli już, to za cel obiera telewizję – bo tam zasięg masowy, a do tego jeszcze ceny mocno spadły. Internet wciąż uważany jest za medium dopełniające. Korzystają na tym te banki, które potrafią to wykorzystać. Jak widać Alior do nich chyba należy. Przez internet zdobył więcej klientów, niż Allianz ma ich łącznie.
Najnowszy pomysł banku to konkurs fotograficzny, który nawet w swojej nazwie w jakiś sposób podkreśla swój charakter. „Pozytywy naszych miast” to ciekawe posunięcie. Sięga bowiem po sprawdzony w internecie model, stosowany chociażby przez Fotka.pl czy ostatnio wdrożony w Naszej Klasie. Chodzi o możliwość dodawania i oceny zdjęć. To zapewnia duży ruch i napędza znajomych internauty – zwłaszcza, że zwycięskie zdjęcia dostają nagrody. A uczestnicy konkursu mogą założyć bezpłatne konto z rocznym zwolnieniem z opłaty za kartę lub wnioskować o kartę kredytową. O ile konto nie kusi już darmowymi pieniędzmi, to w przypadku kredytówki jest znacznie lepiej, bo bank obniża oprocentowanie o 20% na najbliższy rok po wydaniu, a dodatkowo daje 100 zł na zakupy. Całkiem dobra oferta z tą jedną uwagą, że bank jak donoszą internauci, dość często odmawia jej wydania. Znaczy się scoring się uczy, albo ryzyko chce zniechęcić skoczków z innych banków. Nie oszukujmy się – ryzyko na rynku kart kredytowych mocno ostatnio wzrosło.
Cele konkursu z punktu widzenia banku są jasne – zachęcić jak najwięcej ludzi do odwiedzenia konkursowej strony, a przy tej okazji „wcisnąć” promocyjne konto lub kartę kredytową. Warto zauważyć, że w przypadku bezpłatnego rachunku, tym razem bank nie dodaje już 100 zł. W sumie można policzyć, że tylko poprzednia akcja kosztowała go blisko 2,5 miliona na same wypłaty. Odrobić to na bezpłatnym rachunku, z bezpłatnymi wypłatami z bankomatów, a jeszcze do tego z dość wysokim oprocentowanie nocnej lokaty nie jest proste. No ale wiadomo, że musi być masa krytyczna, żeby można było wprowadzać kolejne produkty – co zresztą widać, po ostatniej ofercie struktur. Bank nie próżnuje – widać przynajmniej cel tych wszystkich działań.
Konkurs ma jeszcze jedno zadanie. Utwierdzić w przekonaniu, że bank działa w sposób lokalny. Dlatego jest mowa o 66 miastach, gdzie są placówki Aliora. Dlatego też partnerem medialnym konkursu jest Polska The Times. Przy okazji jest to sposób na reaktywację pomysłu stworzenia internetowej społeczności wokół banku. W ostatnim czasie było to całkowicie zarzucony pomysł. Może zatem cieszyć taki ruch – jeszcze tylko blogi i lokalne fora i mamy społeczności jak się patrzy. Zobaczymy czy bankowi wystarczy pieniędzy, czasu i ochoty, żeby coś takiego budować. Warto bowiem zauważyć, że efekt nowości w przypadku Aliora już chyba minął i teraz bank musi zacząć podtrzymywać zainteresowanie swoim istnieniem i rozwojem. Rocznicowe chwile zaczną skłaniać do pierwszych podsumować, ocen wyników, etc. Do tego jeszcze trochę, ale z drugiej strony pieniądze na promocję też się kiedyś skończą. To dlatego bank chce zbudować jak najszerszą bazę klientów i wykorzystuje do tego internet. W końcu dzięki niemu łatwiej spowodować efekt kuli śniegowej, która będzie się już potem sama toczyła, napędzana marketingiem szeptanym.
Czy nowy konkurs się sprawdzi? Naszym zdaniem może nie tak jak ten pierwszy, ale raczej będzie sukcesem. Zasady proste jak drut, nie wymagają dużego zaangażowania. Otwarte pytanie dotyczy efektów sprzedażowych. Takiego sukcesu jak do tej pory – raczej nie przewidujemy. Tak czy inaczej ciekawa inicjatywa, a jako znani lobbyści wszelkich kanałów samoobsługowych, a zwłaszcza bankowości internetowej, przyklaskujemy mu bardzo chętnie. Jego sukces zapewne wpłynie na inne banki.
http://konkurs.aliorbank.pl
źródło- Hydepark PRNews.pl , Bankier.pl
Prawa ekonomii są twarde. Widać to na przykładzie mBanku, gdzie trwa rozmontowywanie starej legendy. Kolejne opłaty i prowizji psują „fundamenty” oferty. Najwidoczniej nowe władze doszły do wniosku, że czas inwestowania się skończył, nadszedł czas żniw. Jesteśmy niezmiernie ciekawi w jakim to kierunku ostatecznie pójdzie. Nie należy się łudzić. W przypadku Alior Banku taki moment też kiedyś nadejdzie. Przez ten czas należy jednak korzystać z jednej z ciekawszych ofert na rynku.
Sam bank sięga po sposób, który się już sprawdził. Nie tylko w jego przypadku. Różnego rodzaju konkursy to chleb powszechny banków otwartych na internet. Tylko od inwencji i przeznaczonych środków zależał rozmach prowadzonych działań. Tak się składa, że w tym momencie większość banków poobcinała maksymalnie budżety reklamowe lub są one tak płynne, że raczej nikt nie ryzykuje stworzenia większego projektu reklamowego. Jeśli już, to za cel obiera telewizję – bo tam zasięg masowy, a do tego jeszcze ceny mocno spadły. Internet wciąż uważany jest za medium dopełniające. Korzystają na tym te banki, które potrafią to wykorzystać. Jak widać Alior do nich chyba należy. Przez internet zdobył więcej klientów, niż Allianz ma ich łącznie.
Najnowszy pomysł banku to konkurs fotograficzny, który nawet w swojej nazwie w jakiś sposób podkreśla swój charakter. „Pozytywy naszych miast” to ciekawe posunięcie. Sięga bowiem po sprawdzony w internecie model, stosowany chociażby przez Fotka.pl czy ostatnio wdrożony w Naszej Klasie. Chodzi o możliwość dodawania i oceny zdjęć. To zapewnia duży ruch i napędza znajomych internauty – zwłaszcza, że zwycięskie zdjęcia dostają nagrody. A uczestnicy konkursu mogą założyć bezpłatne konto z rocznym zwolnieniem z opłaty za kartę lub wnioskować o kartę kredytową. O ile konto nie kusi już darmowymi pieniędzmi, to w przypadku kredytówki jest znacznie lepiej, bo bank obniża oprocentowanie o 20% na najbliższy rok po wydaniu, a dodatkowo daje 100 zł na zakupy. Całkiem dobra oferta z tą jedną uwagą, że bank jak donoszą internauci, dość często odmawia jej wydania. Znaczy się scoring się uczy, albo ryzyko chce zniechęcić skoczków z innych banków. Nie oszukujmy się – ryzyko na rynku kart kredytowych mocno ostatnio wzrosło.
Cele konkursu z punktu widzenia banku są jasne – zachęcić jak najwięcej ludzi do odwiedzenia konkursowej strony, a przy tej okazji „wcisnąć” promocyjne konto lub kartę kredytową. Warto zauważyć, że w przypadku bezpłatnego rachunku, tym razem bank nie dodaje już 100 zł. W sumie można policzyć, że tylko poprzednia akcja kosztowała go blisko 2,5 miliona na same wypłaty. Odrobić to na bezpłatnym rachunku, z bezpłatnymi wypłatami z bankomatów, a jeszcze do tego z dość wysokim oprocentowanie nocnej lokaty nie jest proste. No ale wiadomo, że musi być masa krytyczna, żeby można było wprowadzać kolejne produkty – co zresztą widać, po ostatniej ofercie struktur. Bank nie próżnuje – widać przynajmniej cel tych wszystkich działań.
Konkurs ma jeszcze jedno zadanie. Utwierdzić w przekonaniu, że bank działa w sposób lokalny. Dlatego jest mowa o 66 miastach, gdzie są placówki Aliora. Dlatego też partnerem medialnym konkursu jest Polska The Times. Przy okazji jest to sposób na reaktywację pomysłu stworzenia internetowej społeczności wokół banku. W ostatnim czasie było to całkowicie zarzucony pomysł. Może zatem cieszyć taki ruch – jeszcze tylko blogi i lokalne fora i mamy społeczności jak się patrzy. Zobaczymy czy bankowi wystarczy pieniędzy, czasu i ochoty, żeby coś takiego budować. Warto bowiem zauważyć, że efekt nowości w przypadku Aliora już chyba minął i teraz bank musi zacząć podtrzymywać zainteresowanie swoim istnieniem i rozwojem. Rocznicowe chwile zaczną skłaniać do pierwszych podsumować, ocen wyników, etc. Do tego jeszcze trochę, ale z drugiej strony pieniądze na promocję też się kiedyś skończą. To dlatego bank chce zbudować jak najszerszą bazę klientów i wykorzystuje do tego internet. W końcu dzięki niemu łatwiej spowodować efekt kuli śniegowej, która będzie się już potem sama toczyła, napędzana marketingiem szeptanym.
Czy nowy konkurs się sprawdzi? Naszym zdaniem może nie tak jak ten pierwszy, ale raczej będzie sukcesem. Zasady proste jak drut, nie wymagają dużego zaangażowania. Otwarte pytanie dotyczy efektów sprzedażowych. Takiego sukcesu jak do tej pory – raczej nie przewidujemy. Tak czy inaczej ciekawa inicjatywa, a jako znani lobbyści wszelkich kanałów samoobsługowych, a zwłaszcza bankowości internetowej, przyklaskujemy mu bardzo chętnie. Jego sukces zapewne wpłynie na inne banki.
http://konkurs.aliorbank.pl
źródło- Hydepark PRNews.pl , Bankier.pl
Nowozelandzka policja szuka pary, która zaginęła, gdy na skutek bankowej pomyłki na jej konto trafiło 10 mln nowozelandzkich dolarów (ponad 4 mln euro) - podała w czwartek BBC. O pomoc poproszono Interpol.
Para wynegocjowała z bankiem debet na 10 tys. dolarów nowozelandzkich, ale na jej firmowe konto wypłynęło 10 mln, z czego część wypłacono. Następnie ślad po świeżo upieczonych milionerach zaginął.
Policja sądzi, że opuścili oni kraj i w poszukiwania zaangażowano Interpol.
Na feralny debet przystał australijski bank Westpac, który obsługuje 10 mln klientów. Policja zapewnia, że bank odzyskał część bezprawnie podjętych pieniędzy, ale nie precyzuje, w jaki sposób.
źródło- PAP,Onet.pl
Para wynegocjowała z bankiem debet na 10 tys. dolarów nowozelandzkich, ale na jej firmowe konto wypłynęło 10 mln, z czego część wypłacono. Następnie ślad po świeżo upieczonych milionerach zaginął.
Policja sądzi, że opuścili oni kraj i w poszukiwania zaangażowano Interpol.
Na feralny debet przystał australijski bank Westpac, który obsługuje 10 mln klientów. Policja zapewnia, że bank odzyskał część bezprawnie podjętych pieniędzy, ale nie precyzuje, w jaki sposób.
źródło- PAP,Onet.pl
Friday, March 13, 2009
Tak niewinna operacja jak sprawdzenie salda rachunku w bankomacie może oznaczać konieczność zapłacenia prowizji.
Nie wszyscy klienci banków zdają sobie sprawę, że sprawdzenie stanu środków na koncie za pośrednictwem bankomatu może kosztować na przykład złotówkę. Może to niedużo, ale jeśli ktoś nie wie o istnieniu takiej opłaty i często w trakcie wybierania pieniędzy sprawdza saldo rachunku, może w ten sposób wydać większe pieniądze.
Szczególnie że w przypadku niektórych urządzeń aż się prosi, aby skorzystać z takiej funkcji. Bankomatowy standard wygląda tak, że polecenie wypłaty gotówki to pierwsza operacja wyświetlana na monitorze maszyny (mówiąc wprost - pierwsza od góry). Z kolei w systemie sieci Cash4You jako pierwszą zobaczymy opcję łączącą wypłatę gotówki ze sprawdzeniem salda; standardowe polecenie samej wypłaty znajduje się na drugim miejscu. Łatwo jest więc intuicyjnie wybrać opcję pierwszą i… zapłacić.
Na taki wydatek narażeni są na przykład klienci mBanku i MultiBanku, gdzie sprawdzenie salda w bankomacie kosztuje złotówkę. Tak samo jest w Banku Zachodnim WBK i Deutsche Banku PBC - pod warunkiem że operację przeprowadzimy w sieci Euronet, bowiem sprawdzenie stanu rachunku w maszynie własnej Deutsche Banku jest już bezpłatne. Co ciekawe w tym banku dotyczy to tylko kart VISA. Złotówkę za sprawdzenie salda muszą też płacić klienci Euro Banku, zaś osoby posiadające rachunek w Dominet Banku płacą, gdy operacja wykonywana jest w maszynie nie należącej do sieci własnej. Więcej zapłacą klienci Lukas Banku (1,2 zł), chyba że saldo rachunku sprawdzą w bankomatach BZ WBK (koszt 0,50 zł). Jeszcze inaczej jest w Banku Millennium, gdzie w maszynie banku nie ma prowizji za wyświetlenie stanu konta, ale potwierdzenie na wydruku kosztuje już 0,50 zł. Klient Banku Millennium, który zechce sprawdzić środki w obcym bankomacie, zapłaci z kolei aż 2 zł.
Trzeba też zauważyć, że klienci niektórych banków w ogóle nie mają możliwości sprawdzenia salda rachunku. Tak jest na przykład w Invest-Banku czy Volkswagen Banku Direct. W wielu innych instytucjach (Alior Bank, Bank BGŻ, BOŚ Bank, ING Bank Śląski, Bank Pekao, PKO Bank Polski, Polbank EFG) taka operacja jest dostępna, i to za darmo, ale jedynie we własnej sieci bankomatów (w obcej w ogóle nie ma takiej możliwości). W najlepszej sytuacji są klienci Banku Pocztowego, Citibanku Handlowego, Getin Banku, Kredyt Banku, Norda Banku i Raiffeisen Banku, którzy mogą sprawdzać stan swoich kont w każdym bankomacie i nie zapłacą za to prowizji.
Warto wiedzieć, czy i ile płacimy za - wydawałoby się - tak prostą operację jak sprawdzenie stanu rachunku bankowego. W czasach, kiedy banki szukają dodatkowych dochodów i podnoszą opłaty związane z korzystaniem z konta, można poszukać sposobów na to, jak nie płacić zbyt dużo za usługi bankowe. To jeden z nich.
Mateusz Ostrowski
analityk Open Finance
źródło:banki.wp.pl,Open Finance
Nie wszyscy klienci banków zdają sobie sprawę, że sprawdzenie stanu środków na koncie za pośrednictwem bankomatu może kosztować na przykład złotówkę. Może to niedużo, ale jeśli ktoś nie wie o istnieniu takiej opłaty i często w trakcie wybierania pieniędzy sprawdza saldo rachunku, może w ten sposób wydać większe pieniądze.
Szczególnie że w przypadku niektórych urządzeń aż się prosi, aby skorzystać z takiej funkcji. Bankomatowy standard wygląda tak, że polecenie wypłaty gotówki to pierwsza operacja wyświetlana na monitorze maszyny (mówiąc wprost - pierwsza od góry). Z kolei w systemie sieci Cash4You jako pierwszą zobaczymy opcję łączącą wypłatę gotówki ze sprawdzeniem salda; standardowe polecenie samej wypłaty znajduje się na drugim miejscu. Łatwo jest więc intuicyjnie wybrać opcję pierwszą i… zapłacić.
Na taki wydatek narażeni są na przykład klienci mBanku i MultiBanku, gdzie sprawdzenie salda w bankomacie kosztuje złotówkę. Tak samo jest w Banku Zachodnim WBK i Deutsche Banku PBC - pod warunkiem że operację przeprowadzimy w sieci Euronet, bowiem sprawdzenie stanu rachunku w maszynie własnej Deutsche Banku jest już bezpłatne. Co ciekawe w tym banku dotyczy to tylko kart VISA. Złotówkę za sprawdzenie salda muszą też płacić klienci Euro Banku, zaś osoby posiadające rachunek w Dominet Banku płacą, gdy operacja wykonywana jest w maszynie nie należącej do sieci własnej. Więcej zapłacą klienci Lukas Banku (1,2 zł), chyba że saldo rachunku sprawdzą w bankomatach BZ WBK (koszt 0,50 zł). Jeszcze inaczej jest w Banku Millennium, gdzie w maszynie banku nie ma prowizji za wyświetlenie stanu konta, ale potwierdzenie na wydruku kosztuje już 0,50 zł. Klient Banku Millennium, który zechce sprawdzić środki w obcym bankomacie, zapłaci z kolei aż 2 zł.
Trzeba też zauważyć, że klienci niektórych banków w ogóle nie mają możliwości sprawdzenia salda rachunku. Tak jest na przykład w Invest-Banku czy Volkswagen Banku Direct. W wielu innych instytucjach (Alior Bank, Bank BGŻ, BOŚ Bank, ING Bank Śląski, Bank Pekao, PKO Bank Polski, Polbank EFG) taka operacja jest dostępna, i to za darmo, ale jedynie we własnej sieci bankomatów (w obcej w ogóle nie ma takiej możliwości). W najlepszej sytuacji są klienci Banku Pocztowego, Citibanku Handlowego, Getin Banku, Kredyt Banku, Norda Banku i Raiffeisen Banku, którzy mogą sprawdzać stan swoich kont w każdym bankomacie i nie zapłacą za to prowizji.
Warto wiedzieć, czy i ile płacimy za - wydawałoby się - tak prostą operację jak sprawdzenie stanu rachunku bankowego. W czasach, kiedy banki szukają dodatkowych dochodów i podnoszą opłaty związane z korzystaniem z konta, można poszukać sposobów na to, jak nie płacić zbyt dużo za usługi bankowe. To jeden z nich.
Mateusz Ostrowski
analityk Open Finance
źródło:banki.wp.pl,Open Finance
Ukraińcy, którzy już piąty miesiąc nie mają dostępu do własnych lokat bankowych, chcąc odzyskać swoje pieniądze coraz częściej decydują się na radykalne działania.
W piątek ukraińskie media obiegła historia 76-latka, który zmusił bank do zwrotu zdeponowanych w nim środków, grożąc samospaleniem.
Narodowy Bank Ukrainy zamroził wypłaty z depozytów w październiku ubiegłego roku, tłumacząc, że ma to złagodzić skutki kryzysu finansowego. Zakaz przedterminowego wycofywania pieniędzy z lokat wprowadzono wówczas na pół roku, jednak eksperci twierdzą, że w kwietniu zostanie on przedłużony na kolejne sześć miesięcy.
Słysząc te prognozy 76-letni mieszkaniec pewnej wsi w obwodzie rówieńskim (zachodnia Ukraina) udał się kilka dni temu do swego banku w Równem i zażądał natychmiastowego zwrotu oszczędności. Tłumaczył przy tym, iż bank zobowiązany jest mu je wypłacić, ponieważ termin lokaty właśnie minął.
Niestety pracownicy banku odmówili spełnienia jego prośby, proponując, by zgodził się na kolejne przedłużenie lokaty.
76-latek odparł na to, że jeśli nie dostanie pieniędzy, rozpocznie głodówkę. Kiedy zrozumiał, że groźba ta nie wywarła na nikim wrażenia, postanowił zmienić taktykę.
Wyszedł na środek sali operacyjnej, spokojnie rozebrał się do naga i ogłosił, że za chwilę dokona samospalenia. Na takie ultimatum pracownicy banku musieli zareagować. W kilka sekund na sali pojawił się naczelnik oddziału, w którym doszło do zdarzenia i po krótkiej rozmowie z krewkim klientem obiecał mu wypłatę środków, zgromadzonych na lokacie.
Starszy człowiek odzyskał część swych pieniędzy już następnego dnia. Kolejne sumy będą mu zwracane w ratach.
Problemy z dostępem do środków przechowywanych w bankach dotykają również mieszkańców innych regionów Ukrainy. W czwartek, domagając się wypłaty własnych pieniędzy rozzłoszczeni klienci zablokowali wejścia do jednego z oddziałów banku Nadra we Lwowie. Swój protest kontynuowali również w piątek.
Eksperci szacują, że w związku z kryzysem finansowym z ponad 180 banków na Ukrainie w 2009 r. na rynku utrzyma się zaledwie połowa.
źródło:Onet.pl,PAP
W piątek ukraińskie media obiegła historia 76-latka, który zmusił bank do zwrotu zdeponowanych w nim środków, grożąc samospaleniem.
Narodowy Bank Ukrainy zamroził wypłaty z depozytów w październiku ubiegłego roku, tłumacząc, że ma to złagodzić skutki kryzysu finansowego. Zakaz przedterminowego wycofywania pieniędzy z lokat wprowadzono wówczas na pół roku, jednak eksperci twierdzą, że w kwietniu zostanie on przedłużony na kolejne sześć miesięcy.
Słysząc te prognozy 76-letni mieszkaniec pewnej wsi w obwodzie rówieńskim (zachodnia Ukraina) udał się kilka dni temu do swego banku w Równem i zażądał natychmiastowego zwrotu oszczędności. Tłumaczył przy tym, iż bank zobowiązany jest mu je wypłacić, ponieważ termin lokaty właśnie minął.
Niestety pracownicy banku odmówili spełnienia jego prośby, proponując, by zgodził się na kolejne przedłużenie lokaty.
76-latek odparł na to, że jeśli nie dostanie pieniędzy, rozpocznie głodówkę. Kiedy zrozumiał, że groźba ta nie wywarła na nikim wrażenia, postanowił zmienić taktykę.
Wyszedł na środek sali operacyjnej, spokojnie rozebrał się do naga i ogłosił, że za chwilę dokona samospalenia. Na takie ultimatum pracownicy banku musieli zareagować. W kilka sekund na sali pojawił się naczelnik oddziału, w którym doszło do zdarzenia i po krótkiej rozmowie z krewkim klientem obiecał mu wypłatę środków, zgromadzonych na lokacie.
Starszy człowiek odzyskał część swych pieniędzy już następnego dnia. Kolejne sumy będą mu zwracane w ratach.
Problemy z dostępem do środków przechowywanych w bankach dotykają również mieszkańców innych regionów Ukrainy. W czwartek, domagając się wypłaty własnych pieniędzy rozzłoszczeni klienci zablokowali wejścia do jednego z oddziałów banku Nadra we Lwowie. Swój protest kontynuowali również w piątek.
Eksperci szacują, że w związku z kryzysem finansowym z ponad 180 banków na Ukrainie w 2009 r. na rynku utrzyma się zaledwie połowa.
źródło:Onet.pl,PAP
Monday, March 02, 2009
Jeden z największych francuskich banków BNP Paribas miał awarię systemu komputerowego: instytucja przez pomyłkę zaksięgowała klientom więcej pieniędzy niż powinna - potwierdził w piątek rzecznik instytucji.
Przez błędy w oprogramowaniu prawie 600 tys. transakcji takich jak np. przelewy zostało wykonanych dwu- lub trzykrotnie. Sprawa dotyczyła dziesiątek tysięcy kont.
Bank ogłosił, że wycofa błędne operacje w ciągu 48 godzin. "Klienci nie poniosą oczywiście konsekwencji tego błędu" - poinformował BNP Paribas. Również ci, którzy przez anulowanie zapisów będą mieli debet nie będą musieli obawiać się odsetek.
Bank nie chciał ujawnić, jaka była łączna suma pieniędzy, które zmieniły właściciela. Nie podał też przyczyn awarii.
źródło:Onet.pl, PAP
Przez błędy w oprogramowaniu prawie 600 tys. transakcji takich jak np. przelewy zostało wykonanych dwu- lub trzykrotnie. Sprawa dotyczyła dziesiątek tysięcy kont.
Bank ogłosił, że wycofa błędne operacje w ciągu 48 godzin. "Klienci nie poniosą oczywiście konsekwencji tego błędu" - poinformował BNP Paribas. Również ci, którzy przez anulowanie zapisów będą mieli debet nie będą musieli obawiać się odsetek.
Bank nie chciał ujawnić, jaka była łączna suma pieniędzy, które zmieniły właściciela. Nie podał też przyczyn awarii.
źródło:Onet.pl, PAP
Przepisy ustawy określającej warunki i zasady udzielania dopłat do kredytów hipotecznych mogą zacząć obowiązywać już w II kw. 2009 roku - poinformował Michał Boni, minister w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów.
"Projekt będzie gotowy do końca tego tygodnia albo do początku następnego. (...) Gdyby parlament pracował nad ustawą w trybie pilnym, to przepisy mogłyby zacząć obowiązywać od II kwartału 2009 r." - poinformował minister w rozmowie z "Gazetą Prawną".
Rządowa dopłata będzie pochodziła z Funduszu Pracy i wyniesie ok. 400 mln zł. Pomoc ma mieć charakter nieoprocentowanej i nieobłożonej dodatkowymi opłatami pożyczki. Jej zwrot może trwać nawet dziesięć lat.
Wsparcie jest adresowane przede wszystkim do rodzin, które kupiły przeciętne mieszkania. Dopłata wyniesie od 500 do 1200 zł miesięcznie.
źródło:Onet.pl,PAP
"Projekt będzie gotowy do końca tego tygodnia albo do początku następnego. (...) Gdyby parlament pracował nad ustawą w trybie pilnym, to przepisy mogłyby zacząć obowiązywać od II kwartału 2009 r." - poinformował minister w rozmowie z "Gazetą Prawną".
Rządowa dopłata będzie pochodziła z Funduszu Pracy i wyniesie ok. 400 mln zł. Pomoc ma mieć charakter nieoprocentowanej i nieobłożonej dodatkowymi opłatami pożyczki. Jej zwrot może trwać nawet dziesięć lat.
Wsparcie jest adresowane przede wszystkim do rodzin, które kupiły przeciętne mieszkania. Dopłata wyniesie od 500 do 1200 zł miesięcznie.
źródło:Onet.pl,PAP
Friday, January 30, 2009
Getin Bank i Noble Bank zaakceptowały plan połączenia poprzez przeniesienie całego majątku Getin Banku na Noble Bank. Za jedną akcję Getin Banku akcjonariusze Getin Banku otrzymają 2,85 akcji Noble Banku - napisano w komunikacie.
Noble Bank przyzna akcjonariuszom Getin Banku akcje emisji połączeniowej w zamian za akcje w Getin Banku.
Stosunek wymiany akcji Getin Banku na akcje emisji połączeniowej wynosi: 1:2,85.
Łącznie za 259.152.611 akcji w Getin Banku akcjonariusze Getin Banku otrzymają 738.584.941 akcji emisji połączeniowej.
"Powyższy parytet został ustalony przy uwzględnieniu planowanego podwyższenia kapitału zakładowego Getin Banku S.A. o kwotę 13.500.000,00 złotych, które zostanie dokonane przed dniem połączenia poprzez emisję 10.000.000 nowych akcji Getin Banku w zamian za wkład pieniężny w wysokości 50.000.000,00 złotych" - napisano w komunikacie.
Wskutek połączenia kapitał zakładowy Noble Banku zostanie podwyższony z 215.178.156 zł do 953.763.097 zł w drodze emisji 738.584.941 akcji Noble Banku serii "J".
"Wstępnie termin zakończenia procesów związanych z łączeniem się banków przewiduje się na koniec 2009 roku" - napisano w komunikacie prasowym.
Wcześniej dojść ma do połączenie prawnego obu banków. W tym czasie banki muszą m.in. uzyskać zezwolenie Komisji Nadzoru Finansowego na połączenie oraz zezwolenie dla Getin Holding na wykonywanie prawa głosu z ponad 75 proc. akcji Noble Banku.
Spółki podały, że w wyniku transakcji powstanie bank w pełni uniwersalny, o bogatej ofercie produktowej zarówno w zakresie finansowania, oszczędzania i inwestowania, dla klientów indywidualnych, małych i średnich przedsiębiorstw i dużych korporacji.
Połączony Getin Bank i Noble Bank chce wejść w ciągu kilku lat do pierwszej piątki największych banków. Banki szacują korzyści z efektu synergii na około 100 mln zł do 2012 roku. Spółki podały, że efekty synergii pochodzić będą głównie z poprawy efektywności działania poprzez osiągnięcie korzyści skali, wprowadzenie uniwersalności banku oraz optymalizacji zasobów.
"Nowa struktura pomoże nam również w przyszłości przygotować do ewentualnej akwizycji. W tej strukturze będziemy mogli nabyć dużo większy podmiot, dużo szybciej i nadal zachować kontrolę" - powiedział cytowany w komunikacie Krzysztof Rosiński, prezes Getin Holdingu.
Połączony Getin-Noble Bank będzie miał ponad 380 placówek bankowych, z czego 248 to oddziały własne Getin Banku, 124 to placówki franczyzowe Getin Banku, a 8 to placówki Noble Banku.
Obecnie 99,39 proc. akcji Getin Banku należy do Getin Holdingu. Getin Holding jest również głównym akcjonariuszem Noble Banku, posiadającym 73,64 proc. akcji.
źródło:banki.wp.pl
Noble Bank przyzna akcjonariuszom Getin Banku akcje emisji połączeniowej w zamian za akcje w Getin Banku.
Stosunek wymiany akcji Getin Banku na akcje emisji połączeniowej wynosi: 1:2,85.
Łącznie za 259.152.611 akcji w Getin Banku akcjonariusze Getin Banku otrzymają 738.584.941 akcji emisji połączeniowej.
"Powyższy parytet został ustalony przy uwzględnieniu planowanego podwyższenia kapitału zakładowego Getin Banku S.A. o kwotę 13.500.000,00 złotych, które zostanie dokonane przed dniem połączenia poprzez emisję 10.000.000 nowych akcji Getin Banku w zamian za wkład pieniężny w wysokości 50.000.000,00 złotych" - napisano w komunikacie.
Wskutek połączenia kapitał zakładowy Noble Banku zostanie podwyższony z 215.178.156 zł do 953.763.097 zł w drodze emisji 738.584.941 akcji Noble Banku serii "J".
"Wstępnie termin zakończenia procesów związanych z łączeniem się banków przewiduje się na koniec 2009 roku" - napisano w komunikacie prasowym.
Wcześniej dojść ma do połączenie prawnego obu banków. W tym czasie banki muszą m.in. uzyskać zezwolenie Komisji Nadzoru Finansowego na połączenie oraz zezwolenie dla Getin Holding na wykonywanie prawa głosu z ponad 75 proc. akcji Noble Banku.
Spółki podały, że w wyniku transakcji powstanie bank w pełni uniwersalny, o bogatej ofercie produktowej zarówno w zakresie finansowania, oszczędzania i inwestowania, dla klientów indywidualnych, małych i średnich przedsiębiorstw i dużych korporacji.
Połączony Getin Bank i Noble Bank chce wejść w ciągu kilku lat do pierwszej piątki największych banków. Banki szacują korzyści z efektu synergii na około 100 mln zł do 2012 roku. Spółki podały, że efekty synergii pochodzić będą głównie z poprawy efektywności działania poprzez osiągnięcie korzyści skali, wprowadzenie uniwersalności banku oraz optymalizacji zasobów.
"Nowa struktura pomoże nam również w przyszłości przygotować do ewentualnej akwizycji. W tej strukturze będziemy mogli nabyć dużo większy podmiot, dużo szybciej i nadal zachować kontrolę" - powiedział cytowany w komunikacie Krzysztof Rosiński, prezes Getin Holdingu.
Połączony Getin-Noble Bank będzie miał ponad 380 placówek bankowych, z czego 248 to oddziały własne Getin Banku, 124 to placówki franczyzowe Getin Banku, a 8 to placówki Noble Banku.
Obecnie 99,39 proc. akcji Getin Banku należy do Getin Holdingu. Getin Holding jest również głównym akcjonariuszem Noble Banku, posiadającym 73,64 proc. akcji.
źródło:banki.wp.pl
Kryzys na rynkach finansowy spowodował, że banki, które dopiero startują na naszym rynku, musiały zrewidować swoje plany.
Meritum zrezygnował z budowy sieci oddziałów i zwiększania zatrudnienia. Allianz nie wprowadził do oferty kredytów hipotecznych. Tylko Alior twierdzi, że na razie rozwija się zgodnie z planem.
Pierwszy oficjalnie zmianę strategii rozwoju ogłosił Meritum Bank. Zgodnie z pierwotnym planem w tym roku miał zwiększyć sieć swoich placówek do 50 i liczbę zatrudnionych do 600. Ograniczy się do 20 oddziałów i 350 osób załogi. Zamiast budowy kilkudziesięciu oddziałów, co zawsze wiąże się z wysokimi kosztami, postawiliśmy na rozbudowę systemu internetowej sprzedaży produktów i współpracę z pośrednikami finansowymi - mówi Mariusz Karpiński, prezes Meritum Banku. Na początek nasze produkty wprowadziliśmy do sieci Expandera, prowadzimy rozmowy z kolejnymi pośrednikami - dodaje.
Od wczoraj przez internet można założyć lokatę. Bank nie uległ presji cięcia stóp. Oferuje jedno z najwyższych na rynku oprocentowań. Składając u niego depozyt na 3 miesiące, można zarobić 9 proc. w skali roku. Za roczny depozyt Meritum płaci 8 proc. Minimalna kwota wpłaty wynosi 10 tys. zł.
Allianz, drugi ubiegłoroczny debiutant, miał do końca pierwszego kwartału tego roku otworzyć 60 placówek. Teraz, jak twierdzi Marek Baran, rzecznik spółki, tej wielkości sieć ma powstać do końca 2009 r. Bank jeszcze pod koniec 2008 r. zrezygnował z wprowadzenia od oferty kredytów hipotecznych. Pojawią się, gdy ustabilizuje się sytuacja na rynkach finansowych. Na razie bank koncentruje się na szkoleniu 1 tys. agentów ubezpieczeniowych swojego właściciela grupy Allianz, którzy będą sprzedawali jego produkty - konta osobiste, karty kredytowe i lokaty.
Z trójki, która wystartowała pod koniec ubiegłego roku, najlepiej radzi sobie Alior. Dlatego nie zmienia planów rozwoju. Do końca roku rozbuduje swoją sieć placówek o 75 nowych i będzie miał ich ponad 150. Chce także zwiększyć zatrudnienie o 600 osób - do ok. 2 ,1 tys.
Od początku swojej działalności pozyskał miliard zł depozytów. Ma 60 tys. klientów indywidualnych i 3,8 biznesowych. Nie zmienia swoich planów dotyczących nowych produktów. W marcu wprowadzi do oferty nowe propozycje kredytów konsumpcyjnych. Nadal będzie stawiał na wysoko oprocentowane lokaty i kredyty hipoteczne. Jest jedną z nielicznych instytucji finansowych na rynku, które nadal są gotowe finansować 100 proc. wartości nieruchomości. Deklaruje, że w ciągu 3 lat zdobędzie 2-4 proc. udziału w rynku. Allianz i Meritum także chcą mieć podobny udział.
źródło:POLSKA Dziennik Zachodni, banki.wp.pl
Meritum zrezygnował z budowy sieci oddziałów i zwiększania zatrudnienia. Allianz nie wprowadził do oferty kredytów hipotecznych. Tylko Alior twierdzi, że na razie rozwija się zgodnie z planem.
Pierwszy oficjalnie zmianę strategii rozwoju ogłosił Meritum Bank. Zgodnie z pierwotnym planem w tym roku miał zwiększyć sieć swoich placówek do 50 i liczbę zatrudnionych do 600. Ograniczy się do 20 oddziałów i 350 osób załogi. Zamiast budowy kilkudziesięciu oddziałów, co zawsze wiąże się z wysokimi kosztami, postawiliśmy na rozbudowę systemu internetowej sprzedaży produktów i współpracę z pośrednikami finansowymi - mówi Mariusz Karpiński, prezes Meritum Banku. Na początek nasze produkty wprowadziliśmy do sieci Expandera, prowadzimy rozmowy z kolejnymi pośrednikami - dodaje.
Od wczoraj przez internet można założyć lokatę. Bank nie uległ presji cięcia stóp. Oferuje jedno z najwyższych na rynku oprocentowań. Składając u niego depozyt na 3 miesiące, można zarobić 9 proc. w skali roku. Za roczny depozyt Meritum płaci 8 proc. Minimalna kwota wpłaty wynosi 10 tys. zł.
Allianz, drugi ubiegłoroczny debiutant, miał do końca pierwszego kwartału tego roku otworzyć 60 placówek. Teraz, jak twierdzi Marek Baran, rzecznik spółki, tej wielkości sieć ma powstać do końca 2009 r. Bank jeszcze pod koniec 2008 r. zrezygnował z wprowadzenia od oferty kredytów hipotecznych. Pojawią się, gdy ustabilizuje się sytuacja na rynkach finansowych. Na razie bank koncentruje się na szkoleniu 1 tys. agentów ubezpieczeniowych swojego właściciela grupy Allianz, którzy będą sprzedawali jego produkty - konta osobiste, karty kredytowe i lokaty.
Z trójki, która wystartowała pod koniec ubiegłego roku, najlepiej radzi sobie Alior. Dlatego nie zmienia planów rozwoju. Do końca roku rozbuduje swoją sieć placówek o 75 nowych i będzie miał ich ponad 150. Chce także zwiększyć zatrudnienie o 600 osób - do ok. 2 ,1 tys.
Od początku swojej działalności pozyskał miliard zł depozytów. Ma 60 tys. klientów indywidualnych i 3,8 biznesowych. Nie zmienia swoich planów dotyczących nowych produktów. W marcu wprowadzi do oferty nowe propozycje kredytów konsumpcyjnych. Nadal będzie stawiał na wysoko oprocentowane lokaty i kredyty hipoteczne. Jest jedną z nielicznych instytucji finansowych na rynku, które nadal są gotowe finansować 100 proc. wartości nieruchomości. Deklaruje, że w ciągu 3 lat zdobędzie 2-4 proc. udziału w rynku. Allianz i Meritum także chcą mieć podobny udział.
źródło:POLSKA Dziennik Zachodni, banki.wp.pl
Meritum Bank, który dotychczas zebrał 480 mln zł depozytów, na koniec 2009 roku chce mieć ich na około 1 mld zł - poinformował na konferencji Mariusz Karpiński, prezes banku.
Bank poinformował w czwartek o wprowadzeniu do oferty lokat, z których chce w najbliższym czasie pozyskać kilkadziesiąt milionów złotych.
"Wchodzimy w zbieranie lokat od ludności. W okresie promocyjnym chcemy pozyskać kilkadziesiąt milionów złotych z nowej oferty" - powiedział Karpiński.
Minimalna kwota lokaty wynosi 10 tys. zł.
Bank ma obecnie 5 placówek. Wcześniej planował, że do końca 2009 roku będzie ich miał w sumie 50.
"Nie mamy ciśnienia by otwierać oddziały. W sytuacji jaka jest wstrzymujemy plany rozwoju. W najbliższych miesiącach żadnej nie otworzymy" - powiedział Karpiński.
Meritum Bank zatrudnia 250 osób.
źródło:banki.onet.pl
Bank poinformował w czwartek o wprowadzeniu do oferty lokat, z których chce w najbliższym czasie pozyskać kilkadziesiąt milionów złotych.
"Wchodzimy w zbieranie lokat od ludności. W okresie promocyjnym chcemy pozyskać kilkadziesiąt milionów złotych z nowej oferty" - powiedział Karpiński.
Minimalna kwota lokaty wynosi 10 tys. zł.
Bank ma obecnie 5 placówek. Wcześniej planował, że do końca 2009 roku będzie ich miał w sumie 50.
"Nie mamy ciśnienia by otwierać oddziały. W sytuacji jaka jest wstrzymujemy plany rozwoju. W najbliższych miesiącach żadnej nie otworzymy" - powiedział Karpiński.
Meritum Bank zatrudnia 250 osób.
źródło:banki.onet.pl
Właściciel banku PEKAO SA, włoski UniCredit może poprosić o wsparcie finansowe rządy Włoch, Austrii i Polski. Taką informacje podała agencja Reuters. Bankowi nie udało się znaleźć finansowania na rynku – czytamy w „Rzeczpospolitej”.
Alessandro Profumo, prezes banku UniCredit, który jest strategicznym inwestorem PEKAO SA potwierdził, że zamierza wystąpić o państwową pomoc do rządu Austrii. Włosi są właścicielami Banku Austria Creditanstalt. Taka pomoc byłaby zabezpieczeniem przed nieprzewidywalnymi zdarzeniami.
Jak podaje gazeta, bank ma zwrócić się także o pomoc do rządów Włoch i Polski. – Nikt się do Ministerstwa Finansów z taka prośbą nie zwracał – odpowiada gazecie Zajdel-Kurowska, wiceminister finansów.
Gazeta zaznacza, że sam UniCredit nie może się starać o pomoc finansową w Polsce. Może jednak o nią wystąpić PEKAO SA i wówczas taka pomoc będzie mu udzielona, zgodnie z ustawą o rekapitalizacji zagrożonych instytucji finansowych.
źródło:banki.onet.pl
Alessandro Profumo, prezes banku UniCredit, który jest strategicznym inwestorem PEKAO SA potwierdził, że zamierza wystąpić o państwową pomoc do rządu Austrii. Włosi są właścicielami Banku Austria Creditanstalt. Taka pomoc byłaby zabezpieczeniem przed nieprzewidywalnymi zdarzeniami.
Jak podaje gazeta, bank ma zwrócić się także o pomoc do rządów Włoch i Polski. – Nikt się do Ministerstwa Finansów z taka prośbą nie zwracał – odpowiada gazecie Zajdel-Kurowska, wiceminister finansów.
Gazeta zaznacza, że sam UniCredit nie może się starać o pomoc finansową w Polsce. Może jednak o nią wystąpić PEKAO SA i wówczas taka pomoc będzie mu udzielona, zgodnie z ustawą o rekapitalizacji zagrożonych instytucji finansowych.
źródło:banki.onet.pl
Friday, January 02, 2009
Wicepremier i minister gospodarki Waldemar Pawlak z Polskiego Stronnictwa Ludowego jest przekonany, że mimo światowego kryzysu polska gospodarka ma szanse na udany rok.
Ekonomiści pesymistycznie szacują, że wzrost gospodarczy w 2009 roku może być dużo niższy od założeń rządu i może wynieść około 2%. Rząd zakłada, że wzrost gospodarczy osiągnie poziom 3,7%.
Mimo negatywnych prognoz wicepremier Pawlak uważa, że nasza gospodarka jest w dobrej sytuacji i oprze się kryzysowi. Według wicepremiera, Polska jest krajem, który w sporej części zachował produkcję, co stanowi dobrą bazę do przetrwania trudnych czasów w dobrej kondycji. Jest to też okazja do tego, by zwiększyć konkurencyjność naszych produktów na rynku europejskim.
Waldemar Pawlak uważa, że poważnym problemem w tym roku może być zachowanie płynności inwestycji. Dlatego, by utrzymać potencjał inwestycyjny, niezbędne będą zmiany w przepisach, które pozwolą zachować płynność finansową oraz większe zainteresowanie banków dawaniem kredytów przedsiębiorcom.
Niepokojące są sygnały o wyhamowaniu rozwoju branży budowlanej, dlatego kluczowe zdaniem Waldemara Pawlaka będzie utrzymanie popytu w sektorze nieruchomości.
Wicepremier Pawlak podkreśla, że duże znaczenie dla gospodarki będą miały możliwości kredytowe Polaków i polskich firm, dlatego niezbędne będzie wprowadzenie przez banki ułatwień przy udzielaniu kredytów i pożyczek.
źródło:finanse.wp.pl,IAR
Mimo negatywnych prognoz wicepremier Pawlak uważa, że nasza gospodarka jest w dobrej sytuacji i oprze się kryzysowi. Według wicepremiera, Polska jest krajem, który w sporej części zachował produkcję, co stanowi dobrą bazę do przetrwania trudnych czasów w dobrej kondycji. Jest to też okazja do tego, by zwiększyć konkurencyjność naszych produktów na rynku europejskim.
Waldemar Pawlak uważa, że poważnym problemem w tym roku może być zachowanie płynności inwestycji. Dlatego, by utrzymać potencjał inwestycyjny, niezbędne będą zmiany w przepisach, które pozwolą zachować płynność finansową oraz większe zainteresowanie banków dawaniem kredytów przedsiębiorcom.
Niepokojące są sygnały o wyhamowaniu rozwoju branży budowlanej, dlatego kluczowe zdaniem Waldemara Pawlaka będzie utrzymanie popytu w sektorze nieruchomości.
Wicepremier Pawlak podkreśla, że duże znaczenie dla gospodarki będą miały możliwości kredytowe Polaków i polskich firm, dlatego niezbędne będzie wprowadzenie przez banki ułatwień przy udzielaniu kredytów i pożyczek.
źródło:finanse.wp.pl,IAR
Jeśli masz parę złotych w skarpecie, to właśnie teraz jest ostatni moment, żeby skorzystać na wygasającej wojnie na lokaty. Banki toczyły ją między sobą od listopada ubiegłego roku, bo chciały pozyskać od nas pieniądze na świąteczną akcję kredytową. Sześć, siedem, dziesięć i pół... licytację na odsetkowe procenty obserwowaliśmy na billboardach i w reklamowych spotach telewizyjnych. Ale z tym już koniec. Od stycznia oprocentowanie będzie spadało, aż do poziomu z wiosny 2008 roku.
Pierwsze ruchy będziemy obserwowali już w najbliższych tygodniach - zamiast oprocentowania stałego dostaniemy zmienne. Będzie ono spadało w rytm nożyc używanych przez Radę Polityki Pieniężnej. Tuż przed świętami RPP obniżyła stopy procentowe o 75 pkt. bazowych. To dopiero początek, można się spodziewać następnych decyzji Rady. Ekonomista Ryszard Petru ze Szkoły Głównej Handlowej uważa, że wobec kolejnych obniżek stóp, banki nie będą w stanie utrzymać wysokiego oprocentowania depozytów. W wyniku cięć stóp do około 4 - 4,5 proc. nie będzie lokat powyżej 7 proc. Zwyczajnie stanie się to dla banków nieopłacalne. Spodziewane cięcie stóp spowodowało, że już pierwsze banki przystąpiły do wprowadzania lokat niżej oprocentowanych. Jako pierwszy odwrót z wojny o lokaty rozpoczął PKO BP.
Decyzja o wprowadzeniu lokat oprocentowanych w skali roku jedynie na 7 proc. oznacza, że lada dzień i inni gracze obniżą oprocentowania wkładów. Nie ma nic nie darmo: banki zgromadziły sporą ilość depozytów, teraz muszą zacząć myśleć o tym, jak na tych pieniądzach zarobić, by wypłacić ludziom obiecane wysokie odsetki - zauważa Sebastian Miśniakiewicz z portalu NiezależnyDoradcaFinansowy.pl.
Oprocentowanie depozytów już pod koniec marca będzie wynosić maksymalnie 7 proc. - twierdzi Paweł Majtkowski z Expandera. Potem będzie już tylko gorzej. Najpewniej banki zatrzymają się na poziomie około 6 proc. - tyle dawały w marcu 2008 roku.
Gdzie zatem lokować pieniądze, by wciąż na nich zarabiać? Wyjściem dla zapobiegliwych stają się konta oszczędnościowe, można wypłacać z nich pieniądze nie tracąc odsetek. Można też kupić obligacje Skarbu Państwa - zwłaszcza tzw. dwulatki - i wyzbywać się ich ich w razie potrzeby. Alternatywą dla ryzykantów są fundusze strukturyzowane i niesłychanie tanie akcje. O kupowaniu drogiej dziś waluty można na razie zapomnieć.
To już ostatnie chwile wysokiego oprocentowania depozytów
Na rynku odsetki płacone od lokat sięgają obecnie 9 proc. Przesądzone są już jednak styczniowe cięcia oprocentowania, bo stały się one dla banków zbyt kosztowne. W co inwestować zaoszczędzony grosz, by przynajmniej nie zjadła go inflacja?
Jesienią banki rozpoczęły ostrą wojnę o depozyty, prześcigając się w oferowaniu coraz wyższych stawek oprocentowania. Na koniec tego roku lokaty od osób fizycznych wynosiły około 323 mld złotych. Tylko w grudniu wzrosły o 9 mld zł, a w całym 2008 roku o 60 mld zł.
W przypadku lokat krótkoterminowych: 3-, 4- lub 6- miesięcznych niektóre banki gwarantują klientom nawet 10 lub 12 proc. zysku brutto w skali roku. Wszystko po to, by pozyskać pieniądze na akcję kredytową - mówi Justyna Niedzielska z portalu Inwestycje.pl.
Według niej, rok 2009 przyniesie koniec wojny o depozyty. Rada Polityki Pieniężnej będzie cięła stopy procentowe, a to także powód do obniżenia odsetek dla depozytów. Poza tym wysokie oprocentowanie lokat zmusza banki do udzielania drogich kredytów. To wątpliwe, by garnęli się do nich klienci, którzy będą mogli znaleźć tańszą ofertę u konkurencji.
Koniec depozytowej wojny może przyspieszyć kolejne decyzje Rady Polityki Pieniężnej o obniżaniu stóp procentowych. To oznacza, że w w tym roku lokata na 10 lub 12 proc. raczej się nie powtórzy - dodaje Justyna Niedzielska.
W co więc inwestować? Być może w obligacje. Są dobre dla osób szukających godnych zaufania inwestycji, gwarantujących pełny zwrot kapitału, zabezpieczających przed inflacją i dających zysk. Stąd popyt na obligacje raczej nie będzie malał.
W styczniu obligacje Skarbu Państwa będą jednak mniej zyskowne - zapowiada Piotr Marczak, dyrektor Departamentu Długu Publicznego Ministerstwa Finansów.
Do wielu polskich domów zajrzy w najbliższych tygodniach kryzys. W 2009 roku pracę straci prawdopodobnie 300 tysięcy osób. Likwidując lokaty utracą zysk. Natomiast obligacje można sprzedawać "po kawałku", bo mają one nominał 100 zł. Popularność zdobywają także konta oszczędnościowe łączące zalety zwykłego rachunku i lokaty. Można na nie wpłacać pieniądze bez opłat i wypłacać bez utraty odsetek. To ważne w obliczu nadciągającego kryzysu, kiedy gotówka zgromadzona na czarną godzinę może nam być potrzebna z dnia na dzień.
Według ostrożnych szacunków, na tego rodzaju kontach Polacy zgromadzili już ponad 50 mld złotych - mówi Michał Kałużny, manager ds. produktów depozytowych w Deutsche Bank PBC.
Co przesądziło o popularności takich kont? Oprocentowanie oscyluje na poziomie lokat, ale mamy stały dostęp do pieniędzy. Możliwe jest także dokładanie do nich comiesięcznych "zaskórniaków". Trzymają na nich pieniądze także osoby, które planują zakup mieszkania.
Po czym poznać dobrą ofertę? Normą stała się już kapitalizacja miesięczna. Wypracowany przez miesiąc zarobek księgowany jest na rachunku klienta, a w kolejnym miesiącu oprocentowanie nalicza się już od wyższej kwoty. Na polskim rynku są jednak jeszcze banki, gdzie kapitalizacja następuje w cyklach kwartalnych - ostrzega Bartłomiej Samsonowicz, ekspert porównywarki finansowej Comperia.pl.
Istotna jest także sama wysokość odsetek, a z tym często związane są rozmaite sztuczki.
W niektórych bankach zysk z oszczędności naliczany jest w sposób progresywny, co oznacza, że tylko nadwyżka od jakiejś kwoty jest oprocentowana na wyższym poziomie. Zdecydowanie korzystniejsze są oferty, w których odsetki są księgowane od całej zaoszczędzonej kwoty, niezależnie od salda, najlepiej codziennie - twierdzi Michał Kałużny.
Powoli staje się normą, iż banki nie pobierają opłat za otwarcie i prowadzenie rachunku oszczędnościowego, nie określają też wymaganej do jego otwarcia kwoty minimalnej. Opłaty dodatkowe są jednak pobierane od klientów za przelewy i wypłaty. Najczęściej banki oferują darmowy przelew czy wypłatę 1-2 razy w miesiącu, a kolejne operacje są już płatne.
Jakie konto?
Oprocentowanie lokat w bankach jest dosyć zróżnicowane. Poniżej przedstawiamy przykład jaką ma ono wysokość w przypadku lokaty dwutygodniowej w wysokości 10 tysięcy złotych przy zmiennej stopie oprocentowania:
Lukas Bank - oprocentowanie 8 proc.
Eurobank - 7,07 proc.
Citi Handlowy - 7,07 proc.
Polbank EFG - 7 proc.
Getin Bank - 7 proc.
Toyota Bank - 6,75 proc.
Bank BGŻ - 6,1 proc.
Pocztowy Bank - 6 proc.
mBank - 6 proc.
Deutsche Bank PBC - 5,77 proc.
MultiBank - 5,65 proc.
Bank Zachodni WBK - 5,5 proc.
ING - 5 proc.
PKO BP - 5 proc.
Beata Sypuła
POLSKA Dziennik Zachodni
źródło:Polska Dziennik Zachodni,WP.pl
Pierwsze ruchy będziemy obserwowali już w najbliższych tygodniach - zamiast oprocentowania stałego dostaniemy zmienne. Będzie ono spadało w rytm nożyc używanych przez Radę Polityki Pieniężnej. Tuż przed świętami RPP obniżyła stopy procentowe o 75 pkt. bazowych. To dopiero początek, można się spodziewać następnych decyzji Rady. Ekonomista Ryszard Petru ze Szkoły Głównej Handlowej uważa, że wobec kolejnych obniżek stóp, banki nie będą w stanie utrzymać wysokiego oprocentowania depozytów. W wyniku cięć stóp do około 4 - 4,5 proc. nie będzie lokat powyżej 7 proc. Zwyczajnie stanie się to dla banków nieopłacalne. Spodziewane cięcie stóp spowodowało, że już pierwsze banki przystąpiły do wprowadzania lokat niżej oprocentowanych. Jako pierwszy odwrót z wojny o lokaty rozpoczął PKO BP.
Decyzja o wprowadzeniu lokat oprocentowanych w skali roku jedynie na 7 proc. oznacza, że lada dzień i inni gracze obniżą oprocentowania wkładów. Nie ma nic nie darmo: banki zgromadziły sporą ilość depozytów, teraz muszą zacząć myśleć o tym, jak na tych pieniądzach zarobić, by wypłacić ludziom obiecane wysokie odsetki - zauważa Sebastian Miśniakiewicz z portalu NiezależnyDoradcaFinansowy.pl.
Oprocentowanie depozytów już pod koniec marca będzie wynosić maksymalnie 7 proc. - twierdzi Paweł Majtkowski z Expandera. Potem będzie już tylko gorzej. Najpewniej banki zatrzymają się na poziomie około 6 proc. - tyle dawały w marcu 2008 roku.
Gdzie zatem lokować pieniądze, by wciąż na nich zarabiać? Wyjściem dla zapobiegliwych stają się konta oszczędnościowe, można wypłacać z nich pieniądze nie tracąc odsetek. Można też kupić obligacje Skarbu Państwa - zwłaszcza tzw. dwulatki - i wyzbywać się ich ich w razie potrzeby. Alternatywą dla ryzykantów są fundusze strukturyzowane i niesłychanie tanie akcje. O kupowaniu drogiej dziś waluty można na razie zapomnieć.
To już ostatnie chwile wysokiego oprocentowania depozytów
Na rynku odsetki płacone od lokat sięgają obecnie 9 proc. Przesądzone są już jednak styczniowe cięcia oprocentowania, bo stały się one dla banków zbyt kosztowne. W co inwestować zaoszczędzony grosz, by przynajmniej nie zjadła go inflacja?
Jesienią banki rozpoczęły ostrą wojnę o depozyty, prześcigając się w oferowaniu coraz wyższych stawek oprocentowania. Na koniec tego roku lokaty od osób fizycznych wynosiły około 323 mld złotych. Tylko w grudniu wzrosły o 9 mld zł, a w całym 2008 roku o 60 mld zł.
W przypadku lokat krótkoterminowych: 3-, 4- lub 6- miesięcznych niektóre banki gwarantują klientom nawet 10 lub 12 proc. zysku brutto w skali roku. Wszystko po to, by pozyskać pieniądze na akcję kredytową - mówi Justyna Niedzielska z portalu Inwestycje.pl.
Według niej, rok 2009 przyniesie koniec wojny o depozyty. Rada Polityki Pieniężnej będzie cięła stopy procentowe, a to także powód do obniżenia odsetek dla depozytów. Poza tym wysokie oprocentowanie lokat zmusza banki do udzielania drogich kredytów. To wątpliwe, by garnęli się do nich klienci, którzy będą mogli znaleźć tańszą ofertę u konkurencji.
Koniec depozytowej wojny może przyspieszyć kolejne decyzje Rady Polityki Pieniężnej o obniżaniu stóp procentowych. To oznacza, że w w tym roku lokata na 10 lub 12 proc. raczej się nie powtórzy - dodaje Justyna Niedzielska.
W co więc inwestować? Być może w obligacje. Są dobre dla osób szukających godnych zaufania inwestycji, gwarantujących pełny zwrot kapitału, zabezpieczających przed inflacją i dających zysk. Stąd popyt na obligacje raczej nie będzie malał.
W styczniu obligacje Skarbu Państwa będą jednak mniej zyskowne - zapowiada Piotr Marczak, dyrektor Departamentu Długu Publicznego Ministerstwa Finansów.
Do wielu polskich domów zajrzy w najbliższych tygodniach kryzys. W 2009 roku pracę straci prawdopodobnie 300 tysięcy osób. Likwidując lokaty utracą zysk. Natomiast obligacje można sprzedawać "po kawałku", bo mają one nominał 100 zł. Popularność zdobywają także konta oszczędnościowe łączące zalety zwykłego rachunku i lokaty. Można na nie wpłacać pieniądze bez opłat i wypłacać bez utraty odsetek. To ważne w obliczu nadciągającego kryzysu, kiedy gotówka zgromadzona na czarną godzinę może nam być potrzebna z dnia na dzień.
Według ostrożnych szacunków, na tego rodzaju kontach Polacy zgromadzili już ponad 50 mld złotych - mówi Michał Kałużny, manager ds. produktów depozytowych w Deutsche Bank PBC.
Co przesądziło o popularności takich kont? Oprocentowanie oscyluje na poziomie lokat, ale mamy stały dostęp do pieniędzy. Możliwe jest także dokładanie do nich comiesięcznych "zaskórniaków". Trzymają na nich pieniądze także osoby, które planują zakup mieszkania.
Po czym poznać dobrą ofertę? Normą stała się już kapitalizacja miesięczna. Wypracowany przez miesiąc zarobek księgowany jest na rachunku klienta, a w kolejnym miesiącu oprocentowanie nalicza się już od wyższej kwoty. Na polskim rynku są jednak jeszcze banki, gdzie kapitalizacja następuje w cyklach kwartalnych - ostrzega Bartłomiej Samsonowicz, ekspert porównywarki finansowej Comperia.pl.
Istotna jest także sama wysokość odsetek, a z tym często związane są rozmaite sztuczki.
W niektórych bankach zysk z oszczędności naliczany jest w sposób progresywny, co oznacza, że tylko nadwyżka od jakiejś kwoty jest oprocentowana na wyższym poziomie. Zdecydowanie korzystniejsze są oferty, w których odsetki są księgowane od całej zaoszczędzonej kwoty, niezależnie od salda, najlepiej codziennie - twierdzi Michał Kałużny.
Powoli staje się normą, iż banki nie pobierają opłat za otwarcie i prowadzenie rachunku oszczędnościowego, nie określają też wymaganej do jego otwarcia kwoty minimalnej. Opłaty dodatkowe są jednak pobierane od klientów za przelewy i wypłaty. Najczęściej banki oferują darmowy przelew czy wypłatę 1-2 razy w miesiącu, a kolejne operacje są już płatne.
Jakie konto?
Oprocentowanie lokat w bankach jest dosyć zróżnicowane. Poniżej przedstawiamy przykład jaką ma ono wysokość w przypadku lokaty dwutygodniowej w wysokości 10 tysięcy złotych przy zmiennej stopie oprocentowania:
Lukas Bank - oprocentowanie 8 proc.
Eurobank - 7,07 proc.
Citi Handlowy - 7,07 proc.
Polbank EFG - 7 proc.
Getin Bank - 7 proc.
Toyota Bank - 6,75 proc.
Bank BGŻ - 6,1 proc.
Pocztowy Bank - 6 proc.
mBank - 6 proc.
Deutsche Bank PBC - 5,77 proc.
MultiBank - 5,65 proc.
Bank Zachodni WBK - 5,5 proc.
ING - 5 proc.
PKO BP - 5 proc.
Beata Sypuła
POLSKA Dziennik Zachodni
źródło:Polska Dziennik Zachodni,WP.pl
Wraz z rozpoczęciem 2009 roku weszły w życie zmiany w podatkach, które pozwolą nam zachować część pieniędzy. Stanie się tak między innymi dzięki zmianie wysokości progów podatkowych. Dotychczasowe trzy progi podatkowe: 19-, 30- i 40 - procentowy zostały zastąpione dwoma: 18- i 32-procentowym.
Rzeczniczka ministerstwa finansów Magdalena Kobos wyjaśnia, że dzięki takiej zmianie około 8 miliardów złotych zamiast trafić do budżetu - zostanie w kieszeniach Polaków.Tak duże zmiany nie spowodują jednak problemów dla budżetu państwa, ponieważ zostały uwzględnione podczas jego planowania.
Nieznacznie zmienią się też zasady przekazywania jednego procenta na rzecz organizacji pożytku publicznego. Możliwość wsparcia tych organizacji uzyskają osoby, które będą korygowały swoje zeznania podatkowe, co dotąd nie było możliwe. Ponadto dane darczyńców, za ich zgodą, zostaną udostępnione organizacjom pożytku publicznego, aby mogły one podatnikom podziękować.
Wśród wprowadzonych od 1 stycznia zmian znalazło się również rozszerzenie ulgi rodzinnej na dzieci, które uczą się poza granicami kraju, co dotąd nie było możliwe. Ponadto przygotowując zeznanie podatkowe za ubiegły - 2008 rok będziemy mogli odliczyć składki zapłacone na obowiązkowe ubezpieczenia społeczne i zdrowotne za granicą. Dotąd możliwe było tylko odliczenie składek zapłaconych w Polsce, a zmiana wynika z konieczności dostosowania prawa polskiego do unijnego.
źródło:Onet.pl,IAR
Rzeczniczka ministerstwa finansów Magdalena Kobos wyjaśnia, że dzięki takiej zmianie około 8 miliardów złotych zamiast trafić do budżetu - zostanie w kieszeniach Polaków.Tak duże zmiany nie spowodują jednak problemów dla budżetu państwa, ponieważ zostały uwzględnione podczas jego planowania.
Nieznacznie zmienią się też zasady przekazywania jednego procenta na rzecz organizacji pożytku publicznego. Możliwość wsparcia tych organizacji uzyskają osoby, które będą korygowały swoje zeznania podatkowe, co dotąd nie było możliwe. Ponadto dane darczyńców, za ich zgodą, zostaną udostępnione organizacjom pożytku publicznego, aby mogły one podatnikom podziękować.
Wśród wprowadzonych od 1 stycznia zmian znalazło się również rozszerzenie ulgi rodzinnej na dzieci, które uczą się poza granicami kraju, co dotąd nie było możliwe. Ponadto przygotowując zeznanie podatkowe za ubiegły - 2008 rok będziemy mogli odliczyć składki zapłacone na obowiązkowe ubezpieczenia społeczne i zdrowotne za granicą. Dotąd możliwe było tylko odliczenie składek zapłaconych w Polsce, a zmiana wynika z konieczności dostosowania prawa polskiego do unijnego.
źródło:Onet.pl,IAR
